1

Temat: Problem rodzinny

                    Problem mam, a to grupa rodzinna wiec napisze, bo to problem z rodzina.

Zaczne od tego, ze mam 25 lat i ciagle mieszkam z rodzina. Mam tu dobre
warunki, pracuje, wiec nie na garnuszku rodzicow, ale to nie o tym.

We wrzesniu tamtego roku poznalem dziewczyne, po tym jak poprzedni 4
letni zwiazek sie rozpadl, a wlasciwie umarl smiercia naturalna na
poczatku wakacji. Wszystko bylo spoko, super sie dogadywalismy,
sedzalismy cale dnie ze soba, takie rozowe szkielka na oczach itp.

Przedstawilem ja rodzinie i jakis czas pozniej zostalem stracony z
mojego szczesliwego lotu, rozowe szkielka zerwano mi sila. Problemem
okazalo sie to, ze Ona nie jest ochrzczona i tylko to jest dla mojej
rodziny istotne. Cala reszta, to jak Ona mnie traktuje itd. jest nie
istotna.

Ktos powie, ze moge sie wyprowadzic i olac rodzine, tyle ze tam gdzie
ona mieszka mam male szanse znalezienia pracy. Czekam na to, az skonczy
studia (to juz w tym roku) i wtedy gdzies pojedziemy, jak tylko uda nam
sie dotrwac w tym zwiazku do tej pory. Przy kazdej okazji dostaje
pouczenia w stylu "zycie z Bogiem jest latwiejsze" itp. i zaczyna mnie
to tak dolowac, ze nie wiem co mam zrobic.

Chce byc z nia, nie mialem wczesniej dziewczyny z ktora czulbym sie tak
dobrze, z ktora bylo by tak fajnie, ktorej moglbym tyle dac i ktora
dawala by mi tyle ile Ona mi daje. Z drugiej strony rodzina, ktora
naciska coraz bardziej pytaniami: "jak beda wychowane dzieci" i
odpowiedz w stylu "na uczciwych ludzi" jest nie tym czego sie spodziewaja.

Ciagle przekonuja minie, ze bedzie lepiej jak sie z nia rozstane, tylko
nie wiem dla kogo ma byc to lepiej. Chyba tylko dla nich, pokolenia dla
ktorego kosciol kojazyl sie z walka z komuna.

Wszytko to jakies porypane, ma ktos jakies propozycje. Na to zeby isc na
tory poczekac na pociag sam juz wpadlem, ale to nie jest wyjscie optymalne.
Pozdrawiam
TomaszB                   

2

Odp: Problem rodzinny

                    Użytkownik TomaszB napisał:

Przedstawilem ja rodzinie i jakis czas pozniej zostalem stracony z
mojego szczesliwego lotu, rozowe szkielka zerwano mi sila. Problemem
okazalo sie to, ze Ona nie jest ochrzczona i tylko to jest dla mojej
rodziny istotne.


Czekaj, czekaj - a to rodzina ma się z nią hajtnąć czy Ty?
Dorosłośc polega m. in. na dokonywaniu trudnych wyborów. Albo zjesz
ciasteczko, albo masz ciasteczko.

Eulalka                   

3

Odp: Problem rodzinny

                    Witam!

Musze Ci powiedziec, ze jedynym rozwiazaniem zeby nie sluchac gadania
rodziny
jest albo czas (rodzina przekonuje sie ze zalezy ci na dziewczynie i mimo
ich
persfazji nie zmieniasz zdania, itp. wiec w koncu akceptuja (mozliwe ze
polowicznie)
dziewczyne) lub samodzielne zycie (wyprowadzasz sie na swoje, np.
wynajmujesz
mieszkanie, itd.). Niestety, ale musisz zdac sobie sprawe z tego, ze poki
bedziesz
mieszkal z rodzna, puty bedziesz wysluchiwal ich zdania, z ktorym sie mozesz
nie
zgadzac, ale do ktorego rodzina ma swoje prawo.

Ogolnie mozna powiedziec, ze mamy tu doczynienia z typowym problemem braku
akceptacji partnera zyciowego ze strony rodziny, ktora wyznaje okreslony
swiatopoglad.
Problemem moze wiec byc inna religia (ateizm), stan cywilny, poprzednie
zwiazki, choroby,
wiek, posiadanie dzieci, i wiele, wiele innych rzeczy. W pewnym momencie
wiec trzeba
podjac decyzje, zastanowic sie co jest dla mnie wazniejsze, moja obecna czy
nowa rodzina?
Co nie znaczy, ze zaraz trzeba zrywac wszelkie kontakty z rodzina ale na
pewno beda one
rzadsze. Poza tym, nalezy sie w takiej sytuacji spodziewac, ze delikwent
bedzie slyszal
uwagi pod swoim i swojego partnera adresem, mozliwe ze do konca zycia. I z
tego trzeba
sobie zdawac sprawe. Ale przeciez nikt nie powiedzial ze zycie jest latwe i
tylko przyjemne.

Inna sprawa jest budowanie nowego zwiazku z parnerem ktory ma "inne
korzenie" w wiec
np. inny swiatopoglad, wyznaje inna religie. Oczywiscie ze takie zwiazki sa
mozliwe, ale
na pewno, z zalozenia, beda one mialy przed soba wiele problemow do
rozwiazania, a wiec np.:
jak wychowac dzieci, w jakim swiatopogladzie, jak spedzac czas w niedziele,
tradycja w czasie
swiat, itd. Moze to sie wydaje banalne na poczatku zycia, kiedy fascunacja
parnerem jest duza
ale nie sa to sprawy blache gdzyz stanowia one element naszego wychowania,
wiary, korzeni,
tego jak patrzymy na zycie. I z tego tez nalezy sobie zdawac sprawe. Bez
wzajmnej tolerancji
ale i porozumienia w najwazniejszych kwestiach, nie uda sie zbudowac
trwalego zwiazku.

Inna kwestia jest trwalosc zwiazku, ewentulanego malzenstwa i wplyw pogladow
i wiary na to.
Warto sie wiec dowiedzic, jak wyglada rodzina parnera, jak zyli rodzice
parnera, itd.

Sa rowniez inne wazne czynniki, wplywajace na jakosc i trwalosc zwiazku,
nawet taki zwykle czasowe
kiedy pewne odczucia, emocje, moga sie zmieniac. Wazny jest np. wspolny cel.
Co bedzie
po kilku latach (czy np. nie tak samo ja poprzednio, itp. i dlaczego?). Ale
to przychodzi
z doswiadczeniem (zdawanie sobie sprawy z takich rzeczy).

Coz, zycze powodzenia smile

proxy                   

4

Odp: Problem rodzinny

                    Użytkownik "TomaszB" :

Chce byc z nia, nie mialem wczesniej dziewczyny z ktora czulbym sie tak
dobrze, z ktora bylo by tak fajnie, ktorej moglbym tyle dac i ktora
dawala by mi tyle ile Ona mi daje. Z drugiej strony rodzina, ktora
naciska coraz bardziej pytaniami: "jak beda wychowane dzieci" i
odpowiedz w stylu "na uczciwych ludzi" jest nie tym czego sie spodziewaja.

Ciagle przekonuja minie, ze bedzie lepiej jak sie z nia rozstane, tylko
nie wiem dla kogo ma byc to lepiej. Chyba tylko dla nich, pokolenia dla
ktorego kosciol kojazyl sie z walka z komuna.

Wszytko to jakies porypane, ma ktos jakies propozycje. Na to zeby isc na
tory poczekac na pociag sam juz wpadlem, ale to nie jest wyjscie
optymalne.

Z własnego doświadczenia, sprzed 25 lat.
Poznałam rozwodnika, rodzina (katolicka) była zdecydowanie przeciw. Ja (też
praktykująca katoliczka) miałam spore wątpliwości, no ale po prostu
kochaliśmy się.

Dziś po 25 latach bycia razem mogę z pełną odpowiedzialnością odpowiedzieć
że jestem z nim szczęśliwa.
Oczywiście, burze też są jak w każdym związku. Rodzina (obecnie już nie
żyją) przekonała się do męża właściwie dopiero po urodzeniu wnuków.

Proponuję przetrzymać jeszcze ten okres do ukończenia przez nią studiów a
potem zacząć życie całkiem na własny rachunek.
Weź jednak sam pod uwagę różnice poglądów pomiędzy wami. To może kiedyś
przeszkadzać i stawać się potencjalnym źródłem konfliktów.

Pozdrowienia.

Basia                   

5

Odp: Problem rodzinny

                    TomaszB, z Twoich palców 21.04.05 o 20:29 spłynęła mądrość:

Problem mam, a to grupa rodzinna wiec napisze, bo to problem z rodzina.


Nie. Z Tobą.

Przedstawilem ja rodzinie i jakis czas pozniej zostalem stracony z
mojego szczesliwego lotu, rozowe szkielka zerwano mi sila. Problemem
okazalo sie to [.. i dalsze tłumaczenia się ..]


Problemem jest to, że nie jesteś dojrzałym osobnikiem. Jak dziecko.

powiedział co wiedział RSNB
--
http://www.rsnb.republika.pl/                   

6

Odp: Problem rodzinny

                   

Zaczne od tego, ze mam 25 lat i ciagle mieszkam z rodzina. Mam tu dobre
warunki, pracuje, wiec nie na garnuszku rodzicow, ale to nie o tym.
Możliwe, że skoro mieszkasz z rodzicami mając 25 lat, rodzice traktują Cię jak


młodszego niż jesteś w rzeczywistości. I być może dlatego z dystansem podchodzą
do Twojej zdolności podejmowania poważnych decyzji. Przypuszczam, że gdyby moje
dziecko chciało mieszkać jeszcze w tym wieku ze mną, obawiałabym się, że nie
jest jeszcze gotowe do decydowania o sobie. Ale oczywiście moge się mylić, bo do
tego momentu jeszcze wiele lat smile

Przedstawilem ja rodzinie i jakis czas pozniej zostalem stracony z
mojego szczesliwego lotu, rozowe szkielka zerwano mi sila.
Na marginesie. Skłonność do egzaltowanych metafor raczej nie wspomaga rzeczowej


dyskusji z rodziną.

Problemem okazalo sie to, ze Ona nie jest ochrzczona i tylko to jest dla mojej
rodziny istotne. Cala reszta, to jak Ona mnie traktuje itd. jest nie
istotna.
Ważne, żeby była istotna dla Ciebie. O tym czy dziewczyna jest dla Ciebie kimś


naprawdę ważnym i wartym Twojej miłości (i szacunku Twojej rodziny) będzie
świadczył sposób w jaki będziesz "bronił" Waszej sprawy na forum rodziny. Z
doświadczenia wiem, że takie sprawy jak brak slubu kościelnego lub brak chrztu
stanowią wielki problem dla większości rodzin. Czasem potrzeba wielu godzin
rozmów i wielu lat szczęśliwego życia, żeby pokazać rodzinie, że się
myliła/martwiła niepotrzebnie. Wydaje mi się, że nic tak nie uspokoiło by
rodziny jak Twoja pewność, poparta spokojnymi, przekazywanymi bez emocji,
argumentami. IMHO, fakt, że pytasz na grupie co zrobić, że sprawiasz wrażenie
jakbyś się miotał między dziewczyną a rodziną, świadczy o tym, że nie dojrzałeś
do takiej sytuacji. Wszelkie wahania jakie okazujesz stanowią dla Twojej rodziny
potwierdzenie, że ma rację.

Ktos powie, ze moge sie wyprowadzic i olac rodzine
Ja bym nie olewała rodziny, tylko najpierw dała sobie radę z samą sobą. Co jest


dla Ciebie ważne, jak byście chcieli wychować dzieci, co w praktyce oznacza, że
Ty jesteś ochrzczony, jak Twoja dziewczyna podchodzi do spraw religii itp.
Musisz się zdecydować co jest dla Ciebie najważniejsze, dla Was dwojga i tego
się trzymać konsekwentnie. A rodzice muszą się pogodzić z tym, że Wy podejmiecie
decyzję. Tym łatwiej się pogodzą, im mocniej będziesz przekonany, że wiesz co
robisz.

Czekam na to, az skonczy
studia (to juz w tym roku) i wtedy gdzies pojedziemy, jak tylko uda nam
sie dotrwac w tym zwiazku do tej pory.
To zdanie dobrze nie wróży. Może jeszcze za wczesnie, żebyś brał


odpowiedzialność za nową rodzinę?

Przy kazdej okazji dostaje
pouczenia w stylu "zycie z Bogiem jest latwiejsze" itp. i zaczyna mnie
to tak dolowac, ze nie wiem co mam zrobic.
Uodpornić się. Zwracać uwagę tylko na intencje mówiących.
Chce byc z nia, nie mialem wczesniej dziewczyny z ktora czulbym sie tak
dobrze, z ktora bylo by tak fajnie, ktorej moglbym tyle dac i ktora
dawala by mi tyle ile Ona mi daje. Z drugiej strony rodzina, ktora
naciska coraz bardziej pytaniami: "jak beda wychowane dzieci" i
odpowiedz w stylu "na uczciwych ludzi" jest nie tym czego sie spodziewaja.
Może przekaż więcej szczegółów, wskaż autorytety, które Wam pomogą, zapewnij, że


jeśli babcia użyje słowa Bóg w obecności dziecka, nie zostanie zbesztana. Oni
widzą, że Ty jesteś spięty i to im chyba daje do myslenia, że sam nie jesteś
przekonany. Mogą się też najnormalniej bać, że nie będą mogli wnukom przekazać
tego czym żyją.

Wszytko to jakies porypane, ma ktos jakies propozycje. Na to zeby isc na
tory poczekac na pociag sam juz wpadlem, ale to nie jest wyjscie optymalne.
Matrwiłabym się, na miejscu dziewczyny, że nie staniesz w jej obronie, że nie


będziesz dość silny psychicznie i dojrzały, żeby zbudować Wasz autonomiczny i
dojrzały związek. Może się mylę. Mam nadzieję, że się mylę.

Życzę powodzenia,
Dorota

--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl                   

7

Odp: Problem rodzinny

                    On 2005-04-22 13:49:17 +0200, " " <bresio@WYTNIJ.gazeta.pl> said:

Jak ktos sluszenie zuwazyl, rodziny sie nie
wybiera, ale nie moge zrozumiec dlaczego oni tak bardzo chca mi narzucic swoj
poglad na zycie i swiat.


Oni biorąc ślub, ślubowali między innymi, że po katolicku wychowają dzieci.
Ty ciągle jesteś ich dizeckiem. Muszą się wywiązać z obowiązku. To jest
jedno z możliwych wyjśnień ich postępowania, choć wcale nie najbardziej
prawdopodobne.

Najbardziej prawdopodobne jest to, że nie wyobrażają sobie innego życia niż
w rodzinie katolickiej. Boję się, że to coś strasznego (do tego
grzesznego rzecz
jasna) i próbują Ciebie od tego uchronić.

No i jeszcze bardzo często wchodzi w grę owo nasze ulubione: "co powiedzą
sąsiedzi i ksiądz proboszcz". Jak my im spojrzymy w oczy skoro taki ...
tam ... wyrósł na naszej krwawicy.

Ja w analogicznej sytuacji po prostu zrobiłam swoje. Przez kiilka lat
nie pokazywaliśmy się u mojej mamy bo nie było po co: płacz, wymówki,
obawy, lęki, wyrzuty. A teraz ... mój chop jest jej ulubionym
zięciem i go broni nawet przed mną samą czasami.

Pozdrawiam,
   Nela                   

8

Odp: Problem rodzinny

                    Użytkownik Nela Młynarska napisał:

No i jeszcze bardzo często wchodzi w grę owo nasze ulubione: "co powiedzą
sąsiedzi i ksiądz proboszcz". Jak my im spojrzymy w oczy skoro taki ...
tam ... wyrósł na naszej krwawicy.


smile
Znajoma wyszła za mąż w Stanach za metodystę.
Wzięli ślub cywilny a tu chcą kościelny, w
Katedrze Oliwskiej. I są takie schody, że mój szef
dzis, w rozpaczy (bo to jego córka) stwierdził, że
aktora wynajmie chyba, bo tego z księdzem załatwic
sie nie da wink

Eulalka                   

9

Odp: Problem rodzinny

                    Eulalka wrote:

Znajoma wyszła za mąż w Stanach za metodystę. Wzięli ślub cywilny a tu
chcą kościelny, w Katedrze Oliwskiej. I są takie schody,


Mysle, ze to dlatego, ze chca wziac slub w tak popularnym kosciele.
Normalnie naprawde nie ma problemow - a w miastach to juz w ogole.

D.
--
Koniec kazdego nurkowania to sytuacja awaryjna. |
Inaczej kto by chcial wychodzic z wody ?        | &copy; Konrad Dubiel                   

10

Odp: Problem rodzinny

                    Dziekuje za wszystkie odpowiedzi. Przeczytalem i odpowiadam.

Jestem pewny, ze chce byc z Ta dziewczyna, a nawet jestem pewny, ze nie zrobi
mi tego co poprzednia i taka postawe przedstawilem rodzinie, co niewiele zmienilo.

Zdaje sobie sprawe z tego, ze ona jest wychowana inaczej. Juz ustalilismy, ze
mamy podobne poglady na temat kosciola i wiary, problem jest w tym, ze to na
do konca pasuje mojej rodzinie. Jak ktos sluszenie zuwazyl, rodziny sie nie
wybiera, ale nie moge zrozumiec dlaczego oni tak bardzo chca mi narzucic swoj
poglad na zycie i swiat.

Ktos powiedzial, ze sie waham z podjeciem decyzji. Gdyby Ona mieszkala w tym
samym miescie, juz dawno mieszlakibysmy razem, bo sa do tego warunki i nie
mial bym chwili watpliwosci co zrobic. Jak sie wyprowadze teraz, to bede
musial mieszkac sam.

Wychodzi na to, ze sam sobie narobilem problemow, a sluchajac rodziny podczas
swiat jacy to oni tolerancyjni, teraz nie mam na to zadnego potwierdzenia.

Pozdrawiam
TomaszB

--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/                   

11

Odp: Problem rodzinny

                    Użytkownik <bresio@WYTNIJ.gazeta.pl> napisał ...

Gdyby Ona mieszkala w tym
samym miescie, juz dawno mieszlakibysmy razem, bo sa do tego warunki i nie
mial bym chwili watpliwosci co zrobic. Jak sie wyprowadze teraz, to bede
musial mieszkac sam.


A to jest jakiś problem ???
Zawsze mi się wydawało, że w wieku 25 lat to,
o ile tylko jest taka możliwość, lepiej jest mieszkać
samemu niż z rodzicami. Zupełnie niezależnie od tego,
czy ma się dziewczynę/chłopaka i czy rodzice go lubią,
czy wręcz przeciwnie.

Pozdrawiam !
Mała Mi                   

12

Odp: Problem rodzinny

                    Tomasz:

Jestem pewny, ze chce byc z Ta dziewczyna, a nawet jestem pewny, ze nie zrobi
mi tego co poprzednia


Chcesz być z Nią, bo nie zrobi Ci tego co poprzednia??? Wcześniej
pisałeś, że tamto "umarło śmiercią naturalną"?...

i taka postawe przedstawilem rodzinie, co niewiele zmienilo.


Wiesz co, moi synowie jeszcze mali, ale jakby w przyszłości użyli
argumentu "chcę z Nią być i ona mi nie zrobi tego co poprzednia", to bym
  radziła im się jeszcze raz dobrze zastanowić...

Zdaje sobie sprawe z tego, ze ona jest wychowana inaczej. Juz ustalilismy, ze
mamy podobne poglady na temat kosciola i wiary


A możesz zdefiniować, co to znaczy? Że oboje podchodzicie do tego
"luźno" i że postawa życiowa Twojej dziewczyny będzie dla Ciebie dobrym
pretekstem do odsunięcia się od Kościoła?
Naprawdę pytałeś Ją, czy jest gotowa, mimo swojego braku wiary, wychować
dzieci po katolicku? Bo ja mam uczucie, że po Twoim związaniu się z Nią,
może nawet weźmiecie ślub kościelny, coby rodzina nie mruczała (to się
nazywa wówczas "małżeństwo mieszane": katolik plus osoba bez chrztu,
kilka lat temu wymagało to zgody lokalnego biskupa, nie wiem jak
obecnie), ale Wasze dalsze życie to już nie będzie polegać na
cotygodniowym chodzeniu do kościoła...

problem jest w tym, ze to na
do konca pasuje mojej rodzinie.


I teraz poważnie: naprawdę się temu dziwisz?... Jeśli macie oboje po
związaniu się razem, olać sprawy wiary (Ona nie wierzy, Ty masz podobne
podejście), to przecież Rodzice nie są głupi i widzą, że skończy się
tym, że Ona Cię odciągnie od Kościoła).
Nie żebym pochwalała ich postawę, ale jestem daleka od potępienia tejże.
  Nela ładnie napisała: to ich zadanie, ślubowali wychować Cię w wierze.
I poza tym, no właśnie - co proboszcz i sąsiedzi powiedzą? :-/

;-)

Jak ktos sluszenie zuwazyl, rodziny sie nie
wybiera, ale nie moge zrozumiec dlaczego oni tak bardzo chca mi narzucic swoj
poglad na zycie i swiat.


Bo starszyźnie rodu zazwyczaj wydaje się, że jedyną słuszną drogą jest
ta przyjęta przez nich. Za 40 lat będziesz postępował podobnie, z dużym
prawdopodobieństwem.

Ktos powiedzial, ze sie waham z podjeciem decyzji. Gdyby Ona mieszkala w tym
samym miescie, juz dawno mieszlakibysmy razem, bo sa do tego warunki i nie
mial bym chwili watpliwosci co zrobic. Jak sie wyprowadze teraz, to bede
musial mieszkac sam.


Chwila, a gdyby Ona była z Twojego miasta, to mieszkalibyście razem
gdzie? U Niej, czy u Twoich Rodziców?

"Będę musiał mieszkać sam" - boisz się tego, obawiasz, nie jestem pewny,
że chcesz mieszkać sam? O co chodzi?...

Wychodzi na to, ze sam sobie narobilem problemow, a sluchajac rodziny podczas
swiat jacy to oni tolerancyjni, teraz nie mam na to zadnego potwierdzenia.


Szczerze, to mnie też to boli, że tak wielu katolików jest tak mało
tolerancyjnych, łącznie z oficjalnymi przedstawicielami Kościoła.

A wracając do meritum: mam taki "mieszany" ślub kościelny za sobą. W
1997r. brałam go razem z moim obecnym mężem (ateistą). Moja rodzina
zaakceptowała Go od samego początku i nigdy NIKT nie zarzucał Mu bycia
gorszym z powodu wyznania/jego braku. Z tym, że ja od razu mówiłam, że
jak będziemy brać ślub, to będzie też ślub kościelny, a później chrzciny
dzieci etc.

Co do Was:
Może bądźcie sobie na razie razem - z tego co piszesz, wynika, że na
razie ślubu nie planujecie. Tylko pogadajcie parę razy poważnie, jakie
ma być miejsce wiary w Waszym życiu, o ile w ogóle planujecie dla niej
jakiekolwiek. Jeśli się _naprawdę_ kochacie, to będziecie razem bez
względu na zdanie Rodziny :-)

Uprzedzam jednak, że niechęć do nowej osoby po ślubie nie stanie się
mniejsza (*) i może Wam dwojgu później stawać kością w gardle przez
dłuuugie lata - dobrze się więc zastanów, bo jeśli jesteś słabą
osobowością, pod dużym wpływem Rodziców, to możesz sobie z tym nie
poradzić - to nie krytyka, ale prośba o poważnie rozważenie wszystkiego.
Jeśli masz po paru latach małżeństwa znienawidzić tę dziewczynę za to,
że odciągnęła Cię od Rodziców, to lepiej Ją już teraz puść w diabły i
życia Wam obojgu nie psuj.

(*) tę postawę może zniwelować lub pogorszyć pojawienie się wnuków, w
zależności, czy planujecie chrzciny, czy nie.

Jak zmniejszyć niechęć Rodziny?
Jedyne, co mi przychodzi do głowy, to staraj się wybrać metody
dostosowane do tego, co najskuteczniej może na nich zadziałać aby
zaakceptowali sytuację (bo może się okazać np. że użycie przez Ciebie
hasła "bo zerwę z Wami kontakt!" tak zatnie Rodziców w sobie, że
następnym razem zobaczysz ich na pogrzebie jednego z nich... a wątpię,
żebyś chciał do tego celowo doprowadzić). Możesz też ich przekonać swoim
zachowaniem, że jesteś pewien swego, gotów być z tą dziewczyną i
wychować z Nią dzieci bez względu na zdanie Rodziny - że wiesz, gdzie
idziesz, czego chcesz i co planujesz robić.

Powodzenia.

--
Pozdrawiam ciepło,
Magda (przepraszam, jeśli za ostro :-) )
         JID: magic na jabberpl.org
== Cały świat w zasięgu wirtualnej ręki ==                   

13

Odp: Problem rodzinny

                    Użytkownik "'madzik'" <magda.net.niet@gazeta.niet.pl> napisał w wiadomości
news:d4bcas$571$1@inews.gazeta.pl...

Nie żebym pochwalała ich postawę, ale jestem daleka od potępienia tejże.
Nela ładnie napisała: to ich zadanie, ślubowali wychować Cię w wierze.

O, kurczę, a ja myślałam, że w wieku 25 lat już się nie wychowuje dzieci
tylko pozwala się im iśc własną ścieżką....

Dla rodziców, którzy boją się, że związek z niewierzącą osobą odsunie ich
dziecko od Kościoła mam jedną radę - namówcie jakiegoś księdza, żeby
przespał się z Waszym "dzieckiem" - rozumując tym tokiem, przez analogię,
będzie to najlepszym sposobem na oddalenie takich obaw... A własciwie -
bliski związek z biskupem będzie jeszcze lepszy...

pozdrawiam

Monika                   

14

Odp: Problem rodzinny

                    'madzik' napisał(a):

Jak zmniejszyć niechęć Rodziny?
Jedyne, co mi przychodzi do głowy, to staraj się wybrać metody
dostosowane do tego, co najskuteczniej może na nich zadziałać aby
zaakceptowali sytuację (bo może się okazać np. że użycie przez Ciebie
hasła "bo zerwę z Wami kontakt!" tak zatnie Rodziców w sobie, że
następnym razem zobaczysz ich na pogrzebie jednego z nich... a wątpię,
żebyś chciał do tego celowo doprowadzić). Możesz też ich przekonać swoim
zachowaniem, że jesteś pewien swego, gotów być z tą dziewczyną i
wychować z Nią dzieci bez względu na zdanie Rodziny - że wiesz, gdzie
idziesz, czego chcesz i co planujesz robić.


Widzisz, wlasnie chce uniknac konfliktu z rodzina nie rezygnujac ze
zwiazku z Monika.
Zeby bylo jasne, argumentowanie bylo wieksze, niz "chce z nia byc, bo
chce". Przedstawilem im jak wyglada sytuacja u niej w domu, jak traktuje
mnie Ona, jej rodzice i dziadkowie. Ale szczegolnie dla mojej mamy to
jest nic w porownaniu z tym, ze ona nie nalezy do kosciola. Dla niej
moja dziewczyna mogla by byc niewychowana, zapuszczona jak zul, ale
gdyby byla ochrzczona to by wszystko bylo OK.
Moje podejscie do kosciola, bo tylko o to sie toczy caly spor. Rodzina
nie potrafi zrozumiec, ze odsunalem sie od kosciola jakis czas temu, na
dlugo przed tym, zanim poznalem Monike, a teraz za kazdym razem mowia,
ze to Ona mnie od kosciola odciagnela.

Pozdrawiam                   

15

Odp: Problem rodzinny

                    Użytkownik "TomaszB" <bresio_spam_won@gazeta.pl> napisał w wiadomości
news:d48rdo$sdr$1@inews.gazeta.pl...

Problem mam, a to grupa rodzinna wiec napisze, bo to problem z rodzina.

Zaczne od tego, ze mam 25 lat i ciagle mieszkam z rodzina. Mam tu dobre
warunki, pracuje, wiec nie na garnuszku rodzicow, ale to nie o tym.


Czy pokrywasz część kosztów prądu, czynszu ?
Czy płacisz za swoje rozmowy telefoniczne ?
Kto płaci za zapełnianie lodówki ?


We wrzesniu tamtego roku poznalem dziewczyne, po tym jak poprzedni 4
letni zwiazek sie rozpadl, a wlasciwie umarl smiercia naturalna na
poczatku wakacji. Wszystko bylo spoko, super sie dogadywalismy,
sedzalismy cale dnie ze soba, takie rozowe szkielka na oczach itp.


Kto był inspiratorem rozstania ?


Przedstawilem ja rodzinie i jakis czas pozniej zostalem stracony z
mojego szczesliwego lotu, rozowe szkielka zerwano mi sila. Problemem
okazalo sie to, ze Ona nie jest ochrzczona i tylko to jest dla mojej
rodziny istotne. Cala reszta, to jak Ona mnie traktuje itd. jest nie
istotna.


Wydaje mi się że religia jest jedną z najbardziej prywatnych spraw  na
świecie ?

Ktos powie, ze moge sie wyprowadzic i olac rodzine, tyle ze tam gdzie
ona mieszka mam male szanse znalezienia pracy.


Myślę że dla wielu osób 25 latek pracujący i mieszkajacy z rodzicami jest
traktowany jako nie do końca dojrzały.
Naprawdę nie masz chęci posiadania czegoś własnego.
Wyprowadzeniesię  z domu nie ma nic wspólnego z olewaniem, to normalna kolej
rzeczy.

Czekam na to, az skonczy
studia (to juz w tym roku) i wtedy gdzies pojedziemy, jak tylko uda nam
sie dotrwac w tym zwiazku do tej pory.


Nie wiem co chciałeś powiedzieć, bo wyszło Ci że nie wierzysz w Waszą
miłość.

Przy kazdej okazji dostaje
pouczenia w stylu "zycie z Bogiem jest latwiejsze" itp. i zaczyna mnie
to tak dolowac, ze nie wiem co mam zrobic.


Tak naprawdę to masz lekcje od faryzeuszy.
Chyba tak nazywają się ludzie, którzy zajmują się przestrzeganiem zasad
religijnych i robią to na pokaz,
zamiast miłości bliźniego. Swoją drogą idziesz najlepszą drogą do podobnej
postawy.


Chce byc z nia, nie mialem wczesniej dziewczyny z ktora czulbym sie tak
dobrze, z ktora bylo by tak fajnie, ktorej moglbym tyle dac i ktora
dawala by mi tyle ile Ona mi daje.


Dla mnie prawdziwa miłość to taka która działa zamiast zastanawiać się nad
tym co powiedza inni.

Z drugiej strony rodzina, ktora
naciska coraz bardziej pytaniami: "jak beda wychowane dzieci" i
odpowiedz w stylu "na uczciwych ludzi" jest nie tym czego sie spodziewaja.


Skoro wiesz czego sie spodziewają, więc im powiedz i bedziesz miał spokój.
Tak rozdzierasz szaty zamiast działac.

Ciagle przekonuja minie, ze bedzie lepiej jak sie z nia rozstane, tylko
nie wiem dla kogo ma byc to lepiej. Chyba tylko dla nich, pokolenia dla
ktorego kosciol &nbsp; kojazyl sie z walka z komuna.


A Tobie z czym się kojarzy ?  Mi z "rz"

Wszytko to jakies porypane, ma ktos jakies propozycje. Na to zeby isc na
tory poczekac na pociag sam juz wpadlem, ale to nie jest wyjscie
optymalne.

Naprawdę masz problem.
Boisz się dorosłości jeśli naprawdę myślisz o pociagu, stukanie na grupie na
nic się nie zda.
Bo trochę z Twoją częściową pomocą jestes na najlepszej drodze do
zafundowania sobie depresji.

Naprawdę kochasz tę dziewczynę ?

Jeśli nie wiesz - nie czytaj dalej.

Jeśli tak zacznijcie szukać pracy dla niej i dla Ciebie w wybranym przez Was
mieście - proces jej znajdywania nie jest taki krótki.
Myślę że i dla niej szukanie teraz może być rozsądnym posunieciem zamiast
czekania do dyplomu potem wakacje a potem praca.
Co do rodziny to moim zdaniem szkoda czasu na dysputy.
Jeśli nie chcą Was widywać jeździj do niej co tydzień, na całe weekendy, tak
aby wogóle Cie nie było.
W tygodniu też zacznij brać urlopy i zacznij chodzić na rozmowy
kwalifikacyjne.
Zamiast tracić czas na rozmowy inwestuj w siebie - ucz się czegoś co myślisz
że Ci się przyda,
może jakiś kurs językowy albo studia podyplomowe.
Jak Twoja rodzinka zobaczy że nie żartujesz sama zmieni zdanie, bo pewnie
tak samo jak Ty od nich
oni są uzależnieni od Ciebie.


Jeszcze jedna uwaga wspólne mieszkania z rodzicami  po Waszym ślubie,
skonczy się rozwodem, więc jeśli kochasz działaj.


Pozdrawiam

Jacek                   

16

Odp: Problem rodzinny

                    Kasia napisał(a):

mowie ci zrob tak: mow ze widzisz w dziewczynie dobrego czlowieka i ze
rozmawiasz z nia ciagle o swojej wierze i ze wspomniala ci ze chce przyjac
chrzest. moze tym zalagodzisz ich na jakis czas.


Fajnie wiedziec, ze nie tylko ja mam takie problemy:) Robie dokladie tak
jak mowisz, ale nie uzywam argumentu "bo sie wyprowadze", bo chwilowo
nie ma takiej potrzeby.
Jednak chyba lepiej nie mowic prawdy i zyc spokojniej, niz powiedziec
wszystko i miec takie "mocherowe" problemy.
Pozdrawiam
TomaszB                   

17

Odp: Problem rodzinny

                    TomaszB wrote:

Przedstawilem ja rodzinie i jakis czas pozniej zostalem stracony z
mojego szczesliwego lotu, rozowe szkielka zerwano mi sila. Problemem
okazalo sie to, ze Ona nie jest ochrzczona i tylko to jest dla mojej
rodziny istotne. Cala reszta, to jak Ona mnie traktuje itd. jest nie
istotna.


I po co Ci to było? Masz 25 lat i nie znasz swoich rodziców na tyle,
żeby wiedzieć jak mogą zareagować? W pewnych sytuacjach trzeba trzymać
język za zębami i tyle. "Przedstawianie" mogłeś sobie spokojnie
odpuścić...

Z drugiej strony rodzina,
ktora naciska coraz bardziej pytaniami: "jak beda wychowane dzieci" i
odpowiedz w stylu "na uczciwych ludzi" jest nie tym czego sie
spodziewaja.

Ciagle przekonuja minie, ze bedzie lepiej jak sie z nia rozstane,
tylko nie wiem dla kogo ma byc to lepiej. Chyba tylko dla nich,
pokolenia dla ktorego kosciol kojazyl sie z walka z komuna.


Tego typu ludzie są kompletnie niereformowalni, zupełnie jak słuchacze
ojca dyrektora. Tak więc jedynie co Ci pozostaje to robić swoje i w
ogóle na temat tego związku z nimi nie rozmawiać. Być może za
dwadzieścia lat ją zaakceptują.

T.N.                   

18

Odp: Problem rodzinny

                    TomaszB <bresio_spam_won@gazeta.pl> napisał(a):

Problem mam, a to grupa rodzinna wiec napisze, bo to problem z rodzina.

Zaczne od tego, ze mam 25 lat i ciagle mieszkam z rodzina. Mam tu dobre
warunki, pracuje, wiec nie na garnuszku rodzicow, ale to nie o tym.

We wrzesniu tamtego roku poznalem dziewczyne, po tym jak poprzedni 4
letni zwiazek sie rozpadl, a wlasciwie umarl smiercia naturalna na
poczatku wakacji. Wszystko bylo spoko, super sie dogadywalismy,
sedzalismy cale dnie ze soba, takie rozowe szkielka na oczach itp.

Przedstawilem ja rodzinie i jakis czas pozniej zostalem stracony z
mojego szczesliwego lotu, rozowe szkielka zerwano mi sila. Problemem
okazalo sie to, ze Ona nie jest ochrzczona i tylko to jest dla mojej
rodziny istotne. Cala reszta, to jak Ona mnie traktuje itd. jest nie
istotna.


jak sie rodzina dowiedziala o tym ze dziewczyna jest nie ochrzczona, chyba
im tego nie wygadales? bo jak tak to jested idiota do kwadratu. gdybym ja
tak wszystko rodzicom mowila o moich chlopaku to by mnie nigdy z domu nie
wyposcili, a na niego policje by naslali smile

Ktos powie, ze moge sie wyprowadzic i olac rodzine, tyle ze tam gdzie
ona mieszka mam male szanse znalezienia pracy. Czekam na to, az skonczy
studia (to juz w tym roku) i wtedy gdzies pojedziemy, jak tylko uda nam
sie dotrwac w tym zwiazku do tej pory. Przy kazdej okazji dostaje
pouczenia w stylu "zycie z Bogiem jest latwiejsze" itp. i zaczyna mnie
to tak dolowac, ze nie wiem co mam zrobic.


rozumiem cie doskonale. moj chlopak nie chodzi do kosciola i ja nie
uczeszczam za czesto (tylko wazniejsze swieta) i ciagle slysze to samo "bez
Boga daleko do proga", i ze nie chca ziecia heretyka, ale ja im odpowiadam
ze nie ilosc zdrowasiek sie liczy ale ilosc dobrych uczynkow, oni mowia mi
tamto a ja im to. nie klocimy sie juz. powiedzialam im swoje zdanie na caly
temat, musza to zaakceptowac, wkoncu jestem dorosla, zreszta ty tez.
nastepnym razem powiedz im ze nie chcesz slyszec ani slowa na temat
dziewczyny, albo sie wyprowadzisz. jak ja tak mowie to zawsze mowia do mnie
ze droga wolna, ale na nastepny dzien zmieniaja zdanie o 180 stopni:)

Chce byc z nia, nie mialem wczesniej dziewczyny z ktora czulbym sie tak
dobrze, z ktora bylo by tak fajnie, ktorej moglbym tyle dac i ktora
dawala by mi tyle ile Ona mi daje. Z drugiej strony rodzina, ktora
naciska coraz bardziej pytaniami: "jak beda wychowane dzieci" i
odpowiedz w stylu "na uczciwych ludzi" jest nie tym czego sie spodziewaja.


u mnie jest to samo, ale naprawde nie daj sie sciagnac na tor rozumowania
kogos innego, bron swego indywidualizmu.

Ciagle przekonuja minie, ze bedzie lepiej jak sie z nia rozstane, tylko
nie wiem dla kogo ma byc to lepiej.


skad ja to znam heheheh.

Wszytko to jakies porypane, ma ktos jakies propozycje. Na to zeby isc na
tory poczekac na pociag sam juz wpadlem, ale to nie jest wyjscie optymalne.


mowie ci zrob tak: mow ze widzisz w dziewczynie dobrego czlowieka i ze
rozmawiasz z nia ciagle o swojej wierze i ze wspomniala ci ze chce przyjac
chrzest. moze tym zalagodzisz ich na jakis czas.

--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/                   

19

Odp: Problem rodzinny

                   

Fajnie wiedziec, ze nie tylko ja mam takie problemy:) Robie dokladie tak
jak mowisz, ale nie uzywam argumentu "bo sie wyprowadze", bo chwilowo
nie ma takiej potrzeby.

Wiesz, Tomku, z tym zadowoleniam ze wspólnoty z Kasią w problemach uważaj.
Kasia ma takie problemy, jakie pasują do aktualnego watku - to blagierka.


pozdr
Monika

--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl                   

20

Odp: Problem rodzinny

                    Thu, 21 Apr 2005 20:29:03 +0200, na pl.soc.rodzina, TomaszB napisał(a):


Przedstawilem ja rodzinie i jakis czas pozniej zostalem stracony z
mojego szczesliwego lotu, rozowe szkielka zerwano mi sila. Problemem
okazalo sie to, ze Ona nie jest ochrzczona i tylko to jest dla mojej
rodziny istotne. Cala reszta, to jak Ona mnie traktuje itd. jest nie
istotna.


Jak czujesz Miłość to jesteś z Bogiem.

puchaty                   

21

Odp: Problem rodzinny

                    idiom <idiomkaWYTNIJTO@vp.pl> napisał(a):

Fajnie wiedziec, ze nie tylko ja mam takie problemy:) Robie dokladie tak
jak mowisz, ale nie uzywam argumentu "bo sie wyprowadze", bo chwilowo
nie ma takiej potrzeby.


Wiesz, Tomku, z tym zadowoleniam ze wspólnoty z Kasią w problemach uważaj.
Kasia ma takie problemy, jakie pasują do aktualnego watku - to blagierka.


nie sluchaj jej Tomek, to ze lubie sobie czasem pozartowac to fakt, ale jak
jestes git gosciu jak mylse ze jestes wyczujesz kiedy zartuje a kiedy nie.
ale moja odpowiedz dla ciebie jest prawdziwa, mam podobny problem do twego i
naprawde mowie ci pewne rzeczy zatrzymaj dla siebie, ja juz sie nauczylam
tego, po prostu nie warto psuc swoich i cudzych nerwow.


--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/                   

22

Odp: Problem rodzinny

                    Użytkownik "Kasia " <mopek81@WYTNIJ.gazeta.pl> napisał w wiadomości
news:d4ejj6$qmp$1@inews.gazeta.pl...

nie sluchaj jej Tomek, to ze lubie sobie czasem pozartowac to fakt,

ROTFL

mamy nowy synonim kłamstwa - "żart" big_smile

EOT

Monika

P.s. Ewentualnie, gdyby przyszło ci do głowy w reakcji na moje zdanie
zbluzgać mnie - od razu informuję, że kompletnie mi dynda, jakich słów
uzyjesz pod moim adresem                   

23

Odp: Problem rodzinny

                    Użytkownik idiom napisał:

Nie żebym pochwalała ich postawę, ale jestem daleka od potępienia tejże.
Nela ładnie napisała: to ich zadanie, ślubowali wychować Cię w wierze.

O, kurczę, a ja myślałam, że w wieku 25 lat już się nie wychowuje dzieci
tylko pozwala się im iśc własną ścieżką....


.... na własne utrzymanie. Postawa z gatunku "chciałbym, żeby mi rodzice
dawali żryć i dach nad głową, bo jestem dzieckiem, ale nie wtrącali się
ani na krok, bo jestem dorosły/a" jest, łagodnie mówiąc, nie w porządku.
Dom rodzinny to nie hotel, trudno wymagać od rodziców, żeby patrzyli bez
słowa, jak dziecko pakuje się (ich zdaniem) w kłopoty.

Dla rodziców, którzy boją się, że związek z niewierzącą osobą odsunie ich
dziecko od Kościoła mam jedną radę - namówcie jakiegoś księdza, żeby
przespał się z Waszym "dzieckiem" - rozumując tym tokiem, przez analogię,
będzie to najlepszym sposobem na oddalenie takich obaw... A własciwie -
bliski związek z biskupem będzie jeszcze lepszy...


I pewnie wydaje Ci się, że to było błyskotliwe? Wydaje Ci się.



--dusz. z doskoku                   

24

Odp: Problem rodzinny

                    Użytkownik "duszołap" <ginger@isp.wytnij.pl> napisał w wiadomości
news:2DA8AA784D386E48A4090BA3B1647E1002A750AC@jplwant003.jasien.net...

... na własne utrzymanie. Postawa z gatunku "chciałbym, żeby mi rodzice
dawali żryć i dach nad głową, bo jestem dzieckiem, ale nie wtrącali się
ani na krok, bo jestem dorosły/a" jest, łagodnie mówiąc, nie w porządku.
Dom rodzinny to nie hotel, trudno wymagać od rodziców, żeby patrzyli bez
słowa, jak dziecko pakuje się (ich zdaniem) w kłopoty.


Ale skąd wiesz, że to właśnie zachodzi w przypadku Tomka ?

Znam co najmniej kilka osób, które mieszkając z rodzicami mają takie same
obowiązki jak "dorośli" członkowie rodziny i jedną, która wkłada więcej do
domowego budżetu niż rodzice (bo ma więcej i nie wyprowadza się tylko
dlatego, że nie stać jej na utrzymanie dwóch domów).

Czy również w tym wypadku "dziecko" ma godzić się na sterowanie przez
rodziców? Czy może uznać, że skoro ma się takie same obowiązki to i prawa
przysługiwałyby takie same? Nie wyobrażam sobie, żebym miała wpływac na to,
z kim spotyka się któreś z moich rodziców...

Nawiasem mówiąc, jeśli zdarzy się sytuacja, że moi rodzice będą skazani na
moją pomoc (co nie jest wykluczone, w przyszłości) również nie wyobrażam
sobie, że wypełniając jakieś obowiązki względem nich, rościłabym sobie z
tego tytułu prawo do wtrącania się w ich życie.

I pewnie wydaje Ci się, że to było błyskotliwe? Wydaje Ci się.


Może. Ale przynajmniej było logiczne.
Jeśli ktoś przekazał swojemu dziecku taką wiarę, która chwieje się w
bliskiej obecności kogoś niewierzącego to powinien zadbać o ciągłe
wzmacnianie tej wiary przez towarzystwo kogoś mocno wierzącego (ksiądz,
zakonnik, zakonnica). Albo pogodzić się z faktem, że "wychowanie w wierze"
po prostu mu się nie udało i że tego, czego się nie zrobiło w ciągu
pierwszych 25 lat zycia dziecka trudno będzie naprawić w drugim
ćwierćwieczu. A już na pewno nie naprawi się tego systemem
nakazowo/zakazowym.


Monika                   

25

Odp: Problem rodzinny

                    Jacek napisał(a):

Jeśli tak zacznijcie szukać pracy dla niej i dla Ciebie w wybranym przez Was
mieście - proces jej znajdywania nie jest taki krótki.
Myślę że i dla niej szukanie teraz może być rozsądnym posunieciem zamiast
czekania do dyplomu potem wakacje a potem praca.


Tu wlasnie pojawia sie kolejny problem. Ona nie jest z Polski, apracy
bedziemy szukac na poczatku gdzies na wysach Brytyjskich i rodzina wie,
ze mam taki plan.

Jeśli nie chcą Was widywać jeździj do niej co tydzień, na całe weekendy, tak
aby wogóle Cie nie było.


To jest dosc trudne, kosztowne nie tak bardzo. Bilet turystyczny, to
tylko 50 zl, ale 16 godzin w pociagu to nie takie przyjemne. Taanie
linie lotnicze ida z pomoca, ale bilet to tez jakies 250 zl.

W tygodniu też zacznij brać urlopy i zacznij chodzić na rozmowy
kwalifikacyjne.


Mieszkam w Bialymstoku, gdzie nic sie nie rozwija. Pracuje w firmie,
ktora powstala kolo 1990 roku i ktora do tej pory nie upadla, wiec moge
powiedziec, ze mam szczescie, ze wogole pracuje. Zdobywam doswiadczenie
a to chyba tez jest wazne.

Zamiast tracić czas na rozmowy inwestuj w siebie - ucz się czegoś co myślisz
że Ci się przyda,
może jakiś kurs językowy albo studia podyplomowe.


Angielski jest w miare opanowany, tak sie dogaduje z Monika. Podyplomowy
kurs tez juz mam. Aktualnie rozwijane sa nastepujace zagadnienia:
- pisanie stron www (PHP, JSP, Flash)
- bazy danych (MySQL, Oracle)
- programowanie (Bash, Builder C++, Java, troche programuje
mikrokontrolery itp. elektronike)
- systemy operacyjne (Windows 2000, 2000 server, XP, Linux) z windowsow
mam jakies certfikaty
- troche bawie sie w sieci komputerowe (routery, serwery WWW, FTP itd.,
administracja siecia itd.)

Wystarczy chwalenia sie.

Jak Twoja rodzinka zobaczy że nie żartujesz sama zmieni zdanie, bo pewnie
tak samo jak Ty od nich
oni są uzależnieni od Ciebie.


Masz racje, sa. Ojciec juz zapomnial, ze jest facetem i zw to on
powinien dbac o dom. O ile zrobi cos w ogrodku od czasu do czasu, to
zeby zrobic cos w domu to juz trzeba wzywac fachowca. Kiedys byl inny,
teraz sie rozleniwil.

Jeszcze jedna uwaga wspólne mieszkania z rodzicami &nbsp;po Waszym ślubie,
skonczy się rozwodem, więc jeśli kochasz działaj.


Wspolne mieszkanie po slubie jest czyms, co jest tak samo prawdopodobne
jak ttrafienie w totka 6, trzy razy pod rzad. Chce z nia zamieszkac
przed slubem.

Pozdrawiam